Shiro Saigo był bez wątpienia pierwszym, który zrozumiał zasady judo oparte na ścisłych prawach mechaniki i pojął znaczenie rzutów w walce w pozycji stojącej. Jego "yama-arashi" było bez wątpienia nieporównywalne i zostało wynalezione przez samego Shiro Saigo. Niektórzy twierdzą obecnie, że "yama-arashi" nie istniało, a zostało wymyślone przez powieściopisarzy.
Wydaje się, że wpływ na powstanie takich opinii mógł mieć film "Sugata Sanshiro". Łatwo też zrozumieć, że aktorzy, którzy grali w filmie Sugatę i Kano, nie ćwiczyli judo i nie byli w stanie wykonywać "yama-arashi" przekonująco.
Tsunejiro Tomita pisze: "Shiro Saigo okazał się wyjątkowo dobry w "yama-arashi". Obecnie nie tylko nie ćwiczy się tego rzutu, ale i wielu ludzi z czarnymi pasami nie ma pojęcia, jak go wykonać".
Shiro Saigo mówi o tym rzucie: "Technika ta jest bardzo korzystna dla ludzi niższych i słabszych w obliczu przeciwników silniejszych i wysokich. Rzutu tego nie wykonuje się siłowo, jak można wykonać niektóre inne, lecz technicznie, a przeciwnik dzięki technice zostaje szybko wytrącony z równowagi. Nie potrzeba znacznej zmiany pozycji, aby przesunąć środek ciężkości przeciwnika."
Shiro Saigo tak oto wyjaśnił swoje "yama-arashi" - "górską burzę":
Dwaj przeciwnicy stoją w migi-shizentai; prawą ręką musimy chwycić dość głęboko prawą część kołnierza keikogi przeciwnika, zaś lewą ręką chwytamy za prawy rękaw przeciwnika od spodu (oku-sode). W tym samym czasie musimy przywieść nasze ciało w prawą stronę uke, jakbyśmy na chwilę chcieli się zawiesić na prawej ręce; uke porusza się tak, że nasz ruch nie ostrzega przeciwnika, w którą stronę nastąpi atak. Musimy pochylić się (tylko wtedy ruch będzie swobodny i luźny) i przyciągnąć uke do siebie (kontakt), podczas gdy nasza prawa noga zagarnia całą długość prawej nogi uke, jak w "harai-goshi".
Nasza prawa stopa uderza w prawą stopę przeciwnika, a palce stopy zahaczają jego stopę.
Można powiedzieć, że "yama-arashi" jest kombinacją "harai-goshi" i "seoi-nage", lecz nie do końca. nie zagarnia się bowiem tylko biodrem oraz nie bierze się przeciwnika całkiem na plecy (jak w "seoi-nage"). Kołnierz można chwytać nadchwytem i podchwytem.
Faktycznie - jak pisze Tomita w swoich pamiętnikach - Saigo używał obu tych sposobów. Kiedy wyjaśni się "yama-arashi", wydaje się, że łatwo go wykonać, a jednak wymaga on wiele pracy. Preferencje Saigo dla tej techniki wynikały również z jego cech fizycznych. Po pierwsze, był niski i nie musiał obniżać bioder, wystarczało tylko się obrócić, gdy przeciwnik go popychał, przyciągając jednocześnie przeciwnika do siebie. To pozwalało mu działać szybko. Po drugie, palce jego stóp były nietypowo zagięte pod spód, tak że zagarniając nogę przeciwnika, palcami dosłownie zahaczał jego stopę. Poza tym Saigo był pełen wigoru, co wyrażało się bardzo dobrze w tej technice.
Rzut "yama-arashi" nie powstał w ciągu jednego dnia, lecz od chwili gdy zaczęto go stosować okazał się dobrym sposobem obrony. Saigo swoją doskonałą po raz pierwszy zademonstrował w walce z Matsugoro Okudą. Jednak sławę dzięki doskonałemu wykonaniu "yama-arashi", Saigo zyskał po słynnym spotkaniu z Entaro Kochi - uczniem Totsuka-ryu - podczas Wielkiego Pokazu zorganizowanego przez policję.
Rankiem w dniu Wielkiego Pokazu rózne szkoły ju-jutsu walczyły, bądź wygrywając, bądź przegrywając. W każdym razie ich poziom był w zasadzie wyrównany. Po południu uczestniczyły w walkach wybitne osobistości jak: Tsuyo Mishima, główny komisarz policji; Mamoru Funagoshi znany jako mistrz szkoły Totsuka-ryu i prefekt prowincji Chiba; wysocy urzędnicy z Komendy Policji i Ministerstwa Dworu oraz nauczyciele gimnastyki Ministerestwa Edukacji. Przedtem na tablicy wypisano nazwiska zapaśników, na przykład: Entaro Kochi - Totsuka-ryu, Shiro Saigo - Kano-ryu itd. Sala rozbrzmiewała okrzykami zachęty i oklaskami, Kochi, którego zwano demonem szkoły Totsuka, miał walczyć z najlepszym uczniem szkoły Kano. Po chwili rozsunęła sie czerwono-biała kotara i pojawił się ogromny Entaro Kochi. Wrzaski i oklaski wzomgły się jeszcze bardziej. Kochi bardzo spokojnie i godnie ukłonił się publiczności. Zewsząd słychać było pytania: - Gdzie jest Saigo?
- Gdzie jest Saigo?
W tej chwili wyłonił się zza kurtyny Saigo. Widzowie, którzy nie znali Saigo, byli zdumieni. Sądzili, że zobaczą człowieka postury Kochi, a tu pojawił się zupełnie młody człowiek, niemal chłopiec. Miał niewiele powyżej 150 cm wzrostu i ważył około 45 kilogramów. Saigo był ubrany w podniszczone keigoi. Stał naprzeciwko Kochi i duch przodków z Aizu nadawał jego twarzy zdecydowany wyraz.
Obydwaj przeciwnicy obserwując się okrążali matę. Wydawało się, że jeszcze nie są gotowi do walki.
Nagły wrzask i Kochi ruszył do przodu, chwytają prawą ręką za rękaw Saigo. Kochi siłą przyciągnął Saigo ku sobie i próbował uchi-mata. Saigo wyprostowany, wypchnął biodra. Każdy myślał, że mały Saigo wyfrunie w powietrze. Lecz nie, wyrwał rękaw z uchwytu i odskoczył do tyłu na dwa lub trzy metry. Ten sposób obrony wynikał z teori i praktyki judo, opartej na analizie praw mechaniki. Straciwszy okazję, Kochi zirytował się, Saigo zaś chwycił go prawą ręką i odpychał to w lewo, to w prawo, nie pozwalając się chwycić prawą ręką. Co jakiś czas odskakiwał do tyłu, unikając chwytu oburącz przez olbrzymiego Kochi.
- Wydaje się, że Saigo próbuje latać.
- Może to rodzaj strategii.
Takie uwagi można było usłyszeć z tłumu. Gdyby Saigo pozwolił swemu przeciwnikowi chwycić się oburącz, byłby zgnieciony przez cielsko, które ważyło ponad dwa razy tyle co on sam.
Saigo wahał się między dwoma wariantami. Czy bronić się, aby odkryć słabe strony przeciwnika, czy też walczyć otwarcie. Zdecydował się atakować. Skoro już postanowił, natychmiast ruszył do ataku, ale zręcznie robił uniki w lewo i w prawo, tym sposobem uniemożliwiając ataki Kochi, który coraz bardziej się niecierpliwił. Udało mu się chwycić lewą ręką prawy rękaw Saigo. W tym samym momencie olbrzym zaatakował tai-otoshi. Saigo wyskoczył w powietrze, wykonał akrobatyczny przwrót i stanął na nogi.
Widzowie nie mieli czasu podziwiać zręczności Saigo, gdyż Kochi atakował bez przerwy: o-soto-gari, harai-goshi. Za każdym razem Saigo wykonywał akrobatyczny przewrót i lądował na nogach jak kot. Lekki i zręczny wydawał się śmiać z wysiłków Kochi.
Wśród mistrzów ju-jutsu zebranych na sali najważniejszy był Hikokuro Totsukaz z Yoshin-ryu, gdyz miał wielu uczniów oraz był dobry technicznie. Kochi i Taro Terushima stanowili podporę jego szkoły. Jeżeli Kochi nie da sobie rady w tej walce, sytuacja będzie bardzo kłopotliwa.
- Jaki będzie wynik walki? - takie pytanie zadawali sobie widzowie. Koniec trudno było przewidzieć. Tsuyo Mishima siedzący w fotelu wśród ważnych osobistościrzucił spojrzenie w kierunku Mamoru Funagoshi. Saigo chwycił oburącz przeciwnika za kołnierz i wykonał o-uchi-gari. Co za szybkość! Wydawało się, że Kochi runie na plecy, lecz zdążył zabrać nogę i wściekły uniósł Saigo oburącz do góry, na wysokość barków, po czym rzucił nim o ziemię. Saigo powinien przebic i matę, i podłogę, taka była siła uderzenia, ale znowu w zdumiewający sposób obrócił sie w powietrzu i stanął na nogi. Kochi stał zdumiony z otwartymi ustami.
W tej samej chwili Saigo błyskawicznie doskoczył do swego przeciwnika, chwycił go za kołnierz i dosłownie w ostatnim momencie wykonał "yama-arashi". Kochi wierzgał nogami na wszystkie strony tuż nad głową Saigo, podczas gdy jego ciało obróciło się niczym toczące się koło. Okrzyki podziwu i zdumienia zlały się z odgłosem padającego ciała. Runął jak głaz pchnięty przez lawinę w głąb doliny. Ciało Kochi uderzyło o tatami z głuchym łomotem, który odbił sie echem po sali.
Saigo musiał czuć, że ten rzut zakończy walkę, gdyż lekko odskoczył do tyłu. Faktycznie, Kochi nie był w stanie powstać z maty.





