Andrzej miał być rośliną. Leżeć, patrzeć w sufit i robić pod siebie. - Niech lekarz, który kiedyś tak mówił przyjdzie, popatrzy na niego i powie mu to w oczy. Jestem pewny, że nie będzie miał odwagi - mówi jego przyjaciel Piotrek, patrząc jak Andrzej na macie... robi pompki
Andrzej wjeżdża na salę klubu "Czarni" Bytom na elektrycznym wózku, który w części kupili mu jego koledzy z klubu. Kosztował 18 i pół tysiąca, ale PFRON dawał tylko część. 16 lat Andrzej, jak mówi Piotr Sadowski, jego ojciec jeździł na wózku o napędzie "tatowym". Kiedyś był uzależniony od obcych rąk, teraz, dzięki wózkowi i sąsiadowi, który z dobroci serca wyłożył na schodach do bloku dwie szyny, na spacer z psem wychodzi, a raczej wyjeżdża sam. Wiele rzeczy robi sam.